Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Pamiętamy o przeszłości – walczymy o przyszłość. Kampania „Łapy precz od Dąbrowszczaków”

  • Dział: Historia
Aktywiści "Łapy precz od ul. Dąbrowszczaków" pod tablicą upamiętniającą polskich ochotników na cmentarzu Fuencarral w Madrycie Aktywiści "Łapy precz od ul. Dąbrowszczaków" pod tablicą upamiętniającą polskich ochotników na cmentarzu Fuencarral w Madrycie

W związku ze zbliżającą się 80 rocznicą wybuchu Hiszpańskiej Wojny Domowej (17 lipca 1936 r.) prezentujemy wywiad z Maciejem Sanigórskim  i Jeremim Galdamezem – inicjatorami społecznej kampanii „Łapy precz od Dąbrowszczaków”, której celem jest obrona nazwy ulicy Dąbrowszczaków w Warszawie oraz upamiętnienie polskich ochotników walczących w Hiszpanii przeciwko faszyzmowi.

[Strona internetowa kampanii]

Skąd pomysł na kampanię społeczną w obronie ulicy Dąbrowszczaków w Warszawie? Jak zaczęła się wasza inicjatywa i co do tej pory zrobiliście w jej ramach?

Pomysł narodził się w czerwcu zeszłego roku (2015), w odpowiedzi na medialne doniesienia o planowanej dekomunizacji ul. Dąbrowszczaków w Warszawie przez warszawskie władze samorządowe. Uznaliśmy wówczas, że jeśli sami nie weźmiemy sprawy w swoje ręce to nikt realnie nie podejmie się obrony tej ulicy. Postanowiliśmy więc nie czekać i stworzyliśmy inicjatywę “Łapy precz od Dąbrowszczaków”.

Jeśli chodzi o nasze dotychczasowe działania to przede wszystkim sformułowaliśmy apel w obronie nazwy ulicy pod którym podpisało się ponad tysiąc osób z Polski i z całego świata, w tym wiele organizacji (także Warszawska Komisja Środowiskowa OZZ IP). Zabieraliśmy też kilkukrotnie głos podczas obrad Komisji ds. Nazewnictwa Miejskiego odpowiedzialnej za zmiany nazw ulic. Braliśmy także udział w Hiszpańskich obchodach Bitwy nad Jaramą - kluczowej operacji dla obrony Madrytu, w której duży udział mieli Polacy. Prowadzimy na bieżąco naszą kampanię w Internecie, co spotyka się z dużym odzewem.

Czy możecie opowiedzieć kim byli Dąbrowszczacy i dlaczego zasługują na upamiętnienie?

Dąbrowszczacy to Polacy i Polki, którzy na wieść o próbie zamachu stanu dokonanej przez generała Franco oraz siły faszystowskie w Hiszpanii w lipcu 1936 roku, postanowili wyjechać do niej by stanąć w obronie Republiki oraz lewicowego rządu i przemian społecznych, które wprowadzał, ale przede wszystkim by stanąć do zbrojnej walki z faszyzmem. Polacy i Polki, którzy znaleźli się w Hiszpanii, weszli w skład Brygad Międzynarodowych, zrzeszających „ochotników wolności” z całego świata, i ostatecznie utworzyli XIII Brygadę Międzynarodową im. Jarosława Dąbrowskiego przez którą przewinęło się około 5 tys. osób. Należy zaznaczyć także, że część polskich ochotników i ochotniczek walczyło w także szeregach brygad innych narodowości oraz w oddziałach anarchosyndykalistycznych (CNT-FAI).

Dąbrowszczacy zasługują na upamiętnienie jako antyfaszystowscy żołnierze, którzy z własnej woli postanowili przejechać nieraz tysiące kilometrów by nie dopuścić do zwycięstwa hiszpańskiego faszyzmu czynnie wspieranego przez Mussoliniego i Hitlera. Dąbrowszczacy celnie przewidzieli do czego może doprowadzić ekspansja faszyzmu: “Jeśli padnie Madryt, padnie Warszawa” ostrzegali wtedy, gdy elity II RP układały się i chodziły na wspólne polowania z nazistowskimi dyplomatami III Rzeszy. Dlatego zasługują na wyjątkowe upamiętnienie, jako ci, którzy wbrew represjom ze strony władz swojej ojczyzny, kilka lat przed wkroczeniem Niemców do Polski, walczyli “za wolność naszą i waszą”.

Według Instytutu Pamięci Narodowej, Dąbrowszczacy to "komuniści narodowości polskiej", którzy "realizowali politykę Stalina na Półwyspie Iberyjskim" a potem tworzyli zręby dyktatury stalinowskiej w Polsce. Czy waszym zdaniem historia Dąbrowszczaków sprowadza się do "realizowania polityki Stalinowskiej"?

IPN próbuje stworzyć „jedną słuszną”, narodową wizję historii. Często wbrew rzeczywistej pamięci obywateli i obywatelek naszego kraju. Dlatego jego narracje są dużo bardziej popularne wśród młodego pokolenia, które ujścia dla swoich frustracji i niskiej pozycji w systemie kapitalistycznym szuka w podsuwanych mu narodowych fantazmatach. To wentyl bezpieczeństwa który zabezpieczać ma kapitalistyczne stosunki i związany z nimi wyzysk. Ale kilka uściśleń. Wśród Dąbrowszczaków znajdowali się ludzie różnych przekonań politycznych. Większość do Hiszpanii jechała bezpartyjna. Polityką jaką realizowali była walka z międzynarodowym faszyzmem zagrażającym wolności i zdobyczom społeczeństw europejskich. Nie było ich winą, że większość państw przyjęło błędną politykę nieinterwencji, która w konsekwencji prowadziła do ustępstw na rzecz państw faszystowskich i wojny światowej i jedynym państwem które wtedy pomoc republice zaoferowało był Związek Radziecki. Dziś nasza wiedza na temat tamtego okresu jest dużo większa i możemy się zastanawiać nad tym czy pewne decyzje polityczne były mniej lub bardziej błędne. Musimy jednak pamiętać, że ludzie Ci kierowali się tymi samymi wartościami którymi dziś kierujemy się my. Czytając wspomnienia Dąbrowszczaków i przeglądając różne materiały historyczne wiemy o co walczyli – w obronie Republiki i jej zdobyczy społecznych, przed cofnięciem Hiszpanii przez faszyzm z powrotem w biedę i niesprawiedliwość. Co do losów powojennych Dąbrowszczaków warto również zwrócić uwagę na parę kwestii. Przede wszystkim, większość polskich „ochotników wolności” z Hiszpanii nie wróciła. Poległo ich ponad 3200. Spośród pozostałych, wielu poległo później na różnych frontach II Wojny Światowej. W powojennej Polsce na I zjeździe było ich zaledwie kilkuset. Część mniej lub bardziej zaangażowała się w tworzenie Polski Ludowej.

Wbrew temu jak przedstawia powojenna historię dzisiejsza prawica, realizując swoje współczesne cele polityczne, czasy tamte były dużo bardziej skomplikowane. Większość ludzi chciała w końcu zaznać pokoju, w kraju dokonywały się ogromne przemiany społeczno-ekonomiczne w których duża część działaczy lewicy pokładała nadzieję na sprawiedliwszy świat. Rzeczywistość w różny sposób weryfikowała ich oczekiwania. Wielu Dąbrowszczaków samych padło ofiarami stalinowskiego terroru. Dziś wiemy, że część z nich była raczej zawiedziona charakterem powojennej Polski Ludowej. Część z nich angażując się w działalność nowej władzy starało się ugrać tyle dobrego ile się da. Jak widzimy nie da się tak łatwo zgeneralizować Dąbrowszczaków jak robi to IPN.


Ataki na polskich ochotników walczących w Hiszpanii to chyba ważna część polityki historycznej obecnej władzy?

Atak na całość historii walk społecznych pod sztandarami lewicy jest dziś ważną częścią polityki historycznej obecnej władzy. Jak pisał Orwell: „Kto kontroluje przeszłość, kontroluje przyszłość’. Sposób w jaki przedstawiamy różne wydarzenia historyczne ma duży wpływ na poglądy i wartości jakie reprezentują ludzie. Według nas z całej listy tradycji które prawica chce wymazać Dąbrowszczacy są i będą najbardziej problematyczni. Głównie dlatego, że pamięć o hiszpańskiej wojnie domowej i ochotnikach wolności broniących republiki, jest nie tylko pamięcią polską, ale pamięcią międzynarodową. Cały demokratyczny świat uznaje żołnierzy Brygad Międzynarodowych za bohaterów, broni pamięci o nich i szanuje ich walkę. W tej sytuacji łatwo jest obnażać kłamstwa naszych rodzimych prawicowych historyków.


Poza kampanią "Łapy precz od Dąbrowszczaków" działacie lub wspieracie działania Inicjatywy Pracowniczej - czy waszym zdaniem dla związku zawodowego tematyka historyczna jest w ogóle potrzebna? Czy dziedzictwo polskich ochotników walczących w Hiszpanii ma w ogóle dziś znaczenie dla walk i konfliktów pracowniczych?

Uważamy, że pamięć o historii ruchów lewicowych i związkowych jak najbardziej powinna być istotna dla współczesnych kontynuatorów tych idei. Po pierwsze pamięć to pewna tożsamość, która nadaje ciągłość walce o lepszy świat, pokazuje, że my – jako ruch polityczny czy związkowy – nie pojawiliśmy się z znikąd a obecne zdobycze społeczne zawdzięczamy dziesiątkom, setkom tysięcy mężczyzn i kobiet którzy wiele lat temu podejmowali walki społeczne.

To, jak istotną rolę ma pamięć o historii, pokazały środowiska prawicy, które w dużej mierze na niej zbudowały swoją obecną siłę. Prawica i nacjonaliści wykonali ogromną robotę by zbudować tożsamość młodzieży na takich symbolach jak tzw. “żołnierze wyklęci”, Powstanie Warszawskie itp. To wykreowanie siebie jako kontynuatorów wartości “wyklętych” czy Powstańców, dało im niesamowite poparcie nawet nie tyle polityczne co społeczne. Oczywiście, nie chodzi o to, że szeroko pojęta lewica i związki zawodowe powinny skopiować “receptę” prawicy, ta bowiem jest bardzo szkodliwa i reakcyjna, gra na resentymentach i fantazmatach narodowych, które potrafią budzić demony przeszłości i opiera się w dużej mierze na sfałszowanym obrazie przeszłości. Istotne dla lewicy jest by budować swoją narrację historyczną w opozycji do tego jak robi to prawica, nie budować jej na czarno-białych kalkach, nie kreować jej sztucznie i nie zarządzać odgórnie, nie zakłamywać. Pamięć o historii walk społecznych nie powinna służyć budowaniu obecnej polityki i tożsamości na trupach. Dlatego tak istotnym dla nas hasłem jest “Pamiętamy o przeszłości - walczymy o przyszłość”, które oddaje sens naszego – lewicowego – patrzenia na historię.

Historia lewicy to historia autentycznych walk społecznych, których pamięć często jest społecznie żywa pod skorupą narzuconej przez prawice “cenzury historycznej”. Trzeba ją wydobyć i dać odwagę ludziom ją opowiedzieć. To właśnie pamięć o Brygadach Międzynarodowych i charakterystycznej dla Hiszpańskiej Wojny Domowej internacjonalistycznej solidarności ludzi pracy jest dziś bardzo ważna dla konfliktów klasowych. Żyjemy w zglobalizowanym świecie. W działalności związkowej często możemy zaobserwować, że pracownicy w różnych krajach walczą z tymi samymi międzynarodowymi korporacjami i wielkimi koncernami. Tak samo jak firmy prowadzą swoją politykę nie zważając na granice, tak samo pracownicy muszą zacząć współdziałać ponad nimi. Tym bardziej, że kapitał ostatnimi czasy coraz częściej żeruje na ksenofobi i uprzedzeniach, kierując frustracje ekonomiczne na pola nacjonalizmu o czym już mówiliśmy. Pamięć o tym, że taka solidarność była już możliwa i co więcej, była dla ruchu pracowniczego skuteczna z pewnością będzie w tym pomocna.


Jakie macie plany na przyszłość? Czy zamierzacie tylko bronić jednej ulicy czy też macie pomysł na upamiętnienie także innych postaci, grup i wydarzeń ważnych dla radykalnej lewicy i ruchu anarchistycznego? Czy widzicie możliwość powiązania tych działań z codzienną aktywnością związku zawodowego?

Przede wszystkim chcemy dalej bronić Dąbrowszczaków przed atakami prawicy i pielęgnować pamięć o nich. Myślimy o założeniu stowarzyszenia, które by się tym zajmowało. Niemal w każdym kraju z którego pochodzili „ochotnicy wolności” tego typu organizacje funkcjonują. Chcielibyśmy także zająć się badaniem losów i politycznych ścieżek polskich ochotników. Dąbrowszczacy są pod tym względem niezwykłą grupą, w której krzyżują się różne zagadnienia dotyczące losów przedwojennej i powojennej lewicy, grupą, która niejednokrotnie wymyka się kalkom i schematom. Dotychczas te kwestie nie zostały dogłębnie zbadane i opisane bowiem całą narracja o naszych “Hiszpanach” została zbudowana w PRL-u, zatem nie jest wolna od znacznych uproszczeń i pomija wiele kwestii. Jest to więc ogromna praca do wykonania, tym trudniejsza, że nie ma już żyjących Dąbrowszczaków, z którymi można by porozmawiać.

Obecnie jesteśmy skupieni jedynie na ulicy Dąbrowszczaków m.in. ze względów pragmatycznych – o wiele łatwiej obronić jedną ulicę niż wszystkie naraz, co nie oznacza, że chcielibyśmy obronić wielu innych nazw. Podobnie jeśli chodzi o upamiętnianie, Dąbrowszczacy są tak szerokim tematem z którego można czerpać naprawdę wiele, że zajmuje on dużo czasu.

Cieszy jednak, że rośnie ostatnio na lewicy zainteresowanie poszukiwaniem własnych tradycji, korzeni i tożsamości historycznej. Im więcej będzie osób chętnych działać na tym polu, tym więcej tematów zostanie poruszonych. Cały czas zaniedbana jest historia ruchu robotniczego z okresu międzywojennego, pamięć o walce lewicy z okupantem hitlerowskim, oraz powojennych przemianach społeczno-ekonomicznych i dalszej walce o polepszanie bytu robotników w PRL.

Naszym zdaniem powiązanie działań historycznych z codzienną aktywnością związkową jest jak najbardziej możliwe i powinno być czymś oczywistym. Podobnie jak promowanie kultury w ramach związku. To w końcu także pamięć i kultura budują ideowy charakter lewicowych i syndykalistycznych związków zawodowych.